L. Lipin, A. Biełow „Gliniane księgi”
Trafiłam na tę książkę przypadkiem, buszując po piwnicy rodzinnego domu. Zainteresowała mnie tematyka (odczytywanie starożytnych glinianych tabliczek), więc zaczęłam czytać. I szybko przerwałam, żeby sprawdzić datę wydania. 1956. To w zupełności wyjaśniło mi, co czytam – książkę popularnonaukową oblaną gęstym sosem stalinowskiej propagandy. Wróciłam do lektury z nowym nastawieniem i w efekcie dała mi ona dużo przyjemności i satysfakcji.
Jak już wspomniałam, książka ma dwie warstwy: popularnonaukową i propagandową. Mnóstwo uciechy miałam w odkopywaniu tej pierwszej warstwy spod drugiej, a i ta druga momentami szła w tak absurdalne strony, że aż to było zabawne. Co do tej bardziej sensownej części – historii starożytnej Mezopotamii i odczytywania pisma klinowego – to mam świadomość, że jest to dzieło już przestarzałe i nauka poszła mocno do przodu. Mimo to wydaje mi się, że byłam w stanie wynieść z tego trochę wiedzy z tej dziedziny.
A część propagandową najlepiej obrazuje ten cytat:
Dziesiątki zagadnień, których nie dostrzega ograniczone spojrzenie burżuazyjnych orientalistów, stają się własnością nauki, gdy dokumentów dotknie ręka uczonych uzbrojona w postępową marksistowsko-leninowską metodę badań naukowych.
Naukowcy opisywani w książce zasadniczo dzielą się na dwa rodzaje: dobrych radzieckich i rosyjskich oraz złych angielskich, francuskich itd. Ci pierwsi dbają o rozwój nauki, ci drudzy tylko o zysk. Jest tylko jeden wyjątek i jest nim Anglik, który zaczynał jako pomocnik rzemieślnika, więc dostał od autorów „punkty za pochodzenie”, a rozdział o nim został zatytułowany:
Robotnik – uczonym światowej sławy
Rzecz jasna, uczony radziecki był najwyższym stopniem rozwoju „dobrego” naukowca, a uczony rosyjski tylko etapem pośrednim, mającym swoje wady. Jak choćby opisany w poniższym cytacie Turajew.
Tak szerokie traktowanie tematu zdecydowanie różniło się od stanowiska wielu uczonych burżuazyjnych (…)
Rzecz prosta – Turajew, podobnie jak wielu innych ówczesnych uczonych, był daleki od marksizmu. Dlatego też nie możemy zgodzić się z jego ogólnymi poglądami na dzieje rozwoju ludzkości.
Taki podział na dobrych i złych dotyczył też oczywiście całych państw. Imperium rosyjskie w tym wypadku było równie krytykowane jak państwa zachodnie.
W owych czasach, kiedy rząd carski niemiłosiernie gnębił ludy wschodnich rubieży Rosji pozbawiając je możności rozwijania kultury narodowej, …
Patrząc z dystansu, można uznać wiele z tych zarzutów za słuszne. Dotyczy to zarówno powyższej krytyki caratu jak i kolonialnej polityki państw europejskich. Ale śmieszne jest, jak wiele z tych zarzutów można by zwrócić w stronę ZSRR i byłyby równie celne. Ale autorzy nie mogli przecież (o ile w ogóle chcieli) zauważyć belki w swoim oku. Nie wiem też, czy świadomie pisali takie zdania jak poniższe, które brzmią bardzo ironicznie, jeśli zna się historię zdobywania terytorium przez Rosję i Związek Radziecki.
„Śpieszy z pomocą” Babilonii, do której od południa wtargnęły plemiona aramejskie i chaldejskie; odnosi nad nimi zwycięstwo i przesiedla je na wschód. Tę „pomoc” Babilonia okupiła utratą niepodległości.
Nie będę się już pastwić nad innymi owocami słusznie minionej epoki, takimi jak cytowanie dzieł Stalina. Ale podzielę się jeszcze jednym odkryciem, bo jest niezmiernie dumna ze swojej przenikliwości. W większości miejsc przy cytowaniu autorzy podają, kogo cytują, a przynajmniej jakiej narodowości była dana osoba. Ale nie w tych dwóch zdaniach:
Oto jak pewien starożytny autor opisuje upadek Ninimy:
Mimo woli przypominał się opis zburzenia Niniwy, tak barwnie podany przez starożytnego dziejopisa.
Czemu? Otóż odkryłam czemu. Następujące po nich fragmenty starożytnych tekstów pochodzą z Biblii (Konkretnie z Księgi Nahuma). Wyraźnie nie było to źródło, które wypadało cytować, a jednak autorzy chcieli to zrobić i tak jakoś wybrnęli z kłopotu.
Podsumowując, nie żałuję czasu spędzonego na lekturze. Bawiłam się przednio. A poza tym widać, że autorzy „Glinianych ksiąg” byli bardzo inteligentnymi ludźmi i mimo że stworzyli dzieło propagandowe, to udało im się przemycić coś poza tym. A sam tekst, poza fragmentami naszpikowanymi nowomową, został napisany sprawnie i dobrze się go czyta.
Książka przeczytana w ramach Trójki e-pik w kategorii „Dwie dekady”.